19: Płynne przejścia od podróży łódką do apokalipsy

Tu piszemy nasze ST.
Akayla
Awatar użytkownika
Kruk

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Akayla » czw kwie 01, 2021 9:17 am

Dzień 30

Larkin zgodził się pomrukiem. Bo i była to prawda, nawet jeśli zagapienie nie było wcale jego największą winą.

- Tak, chociaż jeśli mam być szczery, Morgana też powinna była się ze dwa razy zastanowić zanim tam sobie z tobą weszła - mruknął kwaśno. - Wie równie dobrze jak wszyscy, że on... - mruknął i skrzywił się. - Jest z nami przez ciebie - wyjaśnił pokrótce.

Cerro
Awatar użytkownika
Takeshi

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Cerro » czw kwie 01, 2021 9:42 am

Dzień 30

Isaku kiwnął głową. Odłożył na bok miecz i usiadł normalnie, żeby sięgnąć po śniadanie.

- Wyobrażam sobie - powiedział. - Skąd on jest? Meselerin? - domyślił się.

Tam był może kilkanaście razy. Z czego nie pamiętał ani jednego, który nie pasowałby na wszelkie możliwe sposoby do każdego przedstawionego mu faktu na temat Dereka, więc mimo chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że nie jest w stanie osadzić złamania akurat tego ludzkiego życia w żadnym konkretnym miejscu i czasie.

- Mmm, nie pamiętam kiedy mogłem dopaść jego bliskich - przyznał, oblizując łyżkę w ramach degustacji śniadania. - Zazwyczaj nie pamiętam, o co chodzi, kiedy ktoś ma pretensje. Za dużo ich było w czasie tej wojny, i przedtem w Królestwach, i w Cesarstwie... poza tym, zwykle nie zwracam wielkiej uwagi na ludzi. Chcę oglądać ich cierpienie, ich wnętrzności, ich krew i słyszeć ich wrzaski, a nie poznawać ich nudną, pozbawioną znaczenia tożsamość. - Zapatrzył się w przestrzeń. - Cóż... przynajmniej macie jednego marynarza więcej.

Akayla
Awatar użytkownika
Kruk

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Akayla » czw kwie 01, 2021 9:49 am

Dzień 30

- A potem zwijasz się w smutny kłębek, kiedy nudna, pozbawiona znaczenia tożsamość ci się zaprezentuje? - upewnił się Larkin.

Cerro
Awatar użytkownika
Takeshi

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Cerro » czw kwie 01, 2021 10:21 am

Dzień 30

Isaku odstawił śniadanie, oparł się o ścianę i uniósł głowę. Nie do końca pomogło. Łzy, które wypełniły mu oczy, jakoś nie chciały wrócić z powrotem do środka.

- Tak - powiedział, kiedy spłynęły.

Westchnął głęboko.

- Tylko koniec końców, to nikomu nie pomaga i niczego nie naprawia. Mogę zwijać się w kłębek, odczuwać skruchę, wygłaszać przeprosiny i wypłacać odszkodowania, ale ludzie, których dopadłem, są martwi i zazwyczaj umierali w cierpieniu, w sposób niegodny bydlęcia, a co dopiero ludzkiej istoty. Zastanawiam się w bezsenne noce, czy nie popełniłem błędu w ocenie różnych aspektów wojny czteroletniej... czy nie było lepiej zjednoczyć się z Jonem, zamiast rozbijać jego armię. Albo oddać Leesa waszemu kapitanowi. Albo... ale podjąłem jakieś decyzje, z którymi muszę żyć. To nie one... to nie o to chodzi. Rzecz w tym, że bez względu na to, co zrobiłem, większość, niemal wszystkie moje czyny były nieuzasadnionym, niepotrzebnym okrucieństwem. Mogę znaleźć dla niego wymówkę, tak jak dla terroru w Cesarstwie Wschodu i Królestwach Południowych, ale nie mogę kłamać wobec samego siebie. Ja znam bezmiar tego okrucieństwa.

Otarł oczy i uśmiechnął się gorzko.

- Urodziłem się bogaty, uprzywilejowany, zdrowy i z białą krwią. Jedyną rzeczą, którą przegrałem w tej wielkiej loterii, jest moja natura. Większość ludzi jest z natury łagodna, czuła, zdolna do współczucia i wzdraga się przed okrucieństwem. Albo, przynajmniej, nie upija się nim, nie zatraca w nim, nie przynosi im ono tej nieopisanej ekstazy. Moja natura jest... zła. I to jest... to jest jedyna rzecz, jedyna trudność, którą muszę przezwyciężyć. Nie potrafię. Jestem za słaby. Próbuję, żeby przy pierwszej okazji znowu przegrać, znowu ulec... i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że te próby, moja nieudolność, ma cenę w cudzej krwi i cudzym nieskończonym bólu. Gdybym miał psa o moim własnym charakterze, wściekłego, kąsającego na oślep i jednocześnie niemożliwego do opanowania, nieznoszącego smyczy psa, to nawet jeśli łasiłby się do mnie w przerwach między zagryzaniem dzieci, rozpłatałbym mu toporem łeb.

Roześmiał się gorzko. Nienawidził, kiedy ludzie nazywali go Wściekłym Psem. Ale nie mógł odmówić przydomkowi celności.

- No i prosiłem o to - zauważył. - Chciałem, żeby pozwolono mi zdechnąć jak na to zasłużyłem. Nie było na to zgody. Chciałem procesu, po którym z pewnością spadłaby moja głowa. Nie było zgody. I jak mogę mieć o to pretensję? Jestem w stanie sam rozwiązać ten problem. Potrzeba bursztynowego noża i jednego dobrego pchnięcia. Nie ma powodu, by uciekać nawet od tej odpowiedzialności i nie mogę oskarżać moich bliskich, że nie chcą skazać mnie na śmierć, żeby oszczędzić mi kłopotu. Zresztą, nawet tego nie jestem w stanie zrobić. Mówiąc szczerze, nie chcę umierać, gdybym chciał, kiepska byłaby z tego kara. Nie wystarczy mi odwagi, ani siły, by pozbawić się życia chociaż wiem, że prędzej czy później, jeśli tylko dożyję kolejnej wojny, powtórzę wszystkie swoje grzechy, tak jak do tej pory.

Złapał ponownie za biedne śniadanie.

- Przepraszam - powiedział, bo Larkin przyszedł dać mu jedzenie, a nie słuchać spowiedzi.

Zresztą, w ogóle nie wiedział, po co powiedział mu to wszystko. Absolutnie nie miał intencji mówić tego komukolwiek.

Akayla
Awatar użytkownika
Kruk

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Akayla » czw kwie 01, 2021 11:12 am

Dzień 30

Larkin mruknął i jednak usiadł sobie obok niego.

- W porządku - zapewnił, kładąc mu dłoń na podciągniętym kolanie.

Przez długą chwilę siedział w milczeniu.

- Utwierdzasz mnie tylko w mojej niepopularnej opinii że potrzebujesz przede wszystkim pomocy - powiedział wreszcie. - Rozwalenie psu łba toporem jest łatwym i szybkim rozwiązaniem problemu, tak, ale... może odpowiednia osoba jednak zdołałaby wziąć go na krótką smycz, złapać za obrożę jeśli trzeba, i go opanować. Patrzę z zewnątrz - przyznał - więc mogę być w błędzie, jednak wydaje mi się, że tak naprawdę nikt, kto chociaż przez chwilę próbował, się do tego nie przyłożył. Albo może gada przeze mnie lekarz i mówię bzdury - przyznał.

Los
Awatar użytkownika
Mistrz Gry

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Los » czw kwie 01, 2021 11:21 am

Dzień 30

Isaku roześmiał się, co wyszło mu zaskakująco gorzko.

- Zaufaj mi - powiedział, zrzucając jego dłoń ze swojej nogi. - To nie ja potrzebuję pomocy i współczucia, tylko ci którzy mnie spotkali.

Akayla
Awatar użytkownika
Kruk

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Akayla » czw kwie 01, 2021 11:29 am

Dzień 30

- Nie wiem, czemu sądzisz, że jedno wyklucza drugie - mruknął Larkin, zabierając jednak rękę. - Oczywiście, że tamci ludzie potrzebują pomocy i współczucia. To nie znaczy, że ty nie.

Cerro
Awatar użytkownika
Takeshi

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Cerro » czw kwie 01, 2021 12:00 pm

Dzień 30

- Podstawą sprawiedliwości jest współczucie ofiarom i przeciwieństwo współczucia wobec katów - powiedział Isaku. - Poza tym, nie znoszę przyjmować współczucia i litości. Możesz mnie zostawić?

Akayla
Awatar użytkownika
Kruk

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Akayla » czw kwie 01, 2021 12:12 pm

Dzień 30

- Pewnie - potwierdził Larkin. - Smacznego.

A potem wstał i bezceremonialnie sobie poszedł.

Cerro
Awatar użytkownika
Takeshi

Re: 19: pływanie łajbą po wielkiej rzece

Postautor: Cerro » czw kwie 01, 2021 12:30 pm

Dzień 30

Isaku skończył ze śniadaniem, stwierdził że nie zdoła dzisiaj znieść spotkania z kolejnym członkiem załogi i po krótkim treningu z sufitową belką, położył się w hamaku.

*

Tymczasem Ryu i Derek, kiedy ten drugi odzyskał normalny kolor, wspięli się na swoje stanowiska na maszcie.

- Popatrz! - szepnęła z zachwytem Ryu, wyciągając rękę.

Daleko przed nimi widoczna była ciemna, lustrzanie czarna tafla jeziora, ogromna niemal jak morze. Najwyraźniej rzeka miała ich tam wkrótce doprowadzić.


Wróć do „Opowieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości